null

Legioniści po raz pierwszy zdobyli halę Mistrzów!

Drukuj otwiera się w nowej karcie
Robert Johnson w trakcie meczu.
Autor: Marcin Bodziachowski

Niesamowite emocje przyniósł pierwszy mecz półfinałowej rywalizacji Energa Basket Ligi pomiędzy Legią Warszawa a Anwilem Włocławek. Stołeczny zespół, szósty po sezonie zasadniczym, pokonał rozstawionego z numerem dwa rywala, 83:79. Do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka w której górą byli warszawianie, którzy wykonali pierwszy krok w kierunku finału mistrzostw Polski. 


Legioniści zaczęli od prowadzenia 5:0 po rzutach wolnych Adama Kempa i jego efektownym wsadzie. Po „trójce” Roberta Johnsona i trafieniu Raymonda Cowelsa warszawianie prowadzili 10:4. Na dwie minuty przed końcem pierwszej kwarty zza łuku trafił Jure Skifić i było już 18:8 dla Zielonych Kanonierów. Wynik tej odsłony meczu ustalił Marcin Woroniecki, który zmniejszył straty swojego zespołu do ośmiu oczek. Legia prowadziła 22:14. Od przechwytu i wsadu Grzegorza Kamińskiego rozpoczęła się druga kwarta spotkania. Po kolejnej udanej akcji tego zawodnika Legia miała już 12 punktów więcej od Anwilu (28:16). Włocławianie szybko zmniejszyli straty do sześciu oczek za sprawą Jamesa Bella i Luke’a Petraska na co przerwą na żądanie zareagował trener Wojciech Kamiński. Wskazówki szkoleniowca pomogły, bowiem legioniści otrząsnęli się z chwilowego marazmu. Na półmetku meczu goście prowadzili 38:33.

Gospodarze szybko zbliżyli się do rywali na zaledwie jeden punkt, ale Legia odparła atak Anwilu i w połowie trzeciej kwarty prowadzili  47:42. W starciu podkoszowym urazu doznał Adam Kemp, który niestety musiał opuścić boisko - Amerykanina zastąpić musiał Dariusz Wyka. Gospodarze złapali wiatr w żagle, ponownie zbliżyli się do Legii, ale stołeczna ekipa raz jeszcze nie pozwoliła przeciwnikowi wyjść na prowadzenie. Na boisko wrócił Adam Kemp, a przed ostatnią częścią tego emocjonującego meczu warszawianie prowadzili 56:52. 

Decydującą o losach spotkania kwartę lepiej rozpoczęli miejscowi – trafiali James Bell i Ziga Dimec. Rywalom odgryzł się Muhammad-Ali Abdur-Rahman, nie był to jednak udany okres gry dla obu ekip, które raziły nieskutecznością. Na pięć minut przed końcem czwartej kwarty stołeczni wygrywali 60:56. Na trafienie zza łuku Raymonda Cowelsa wsadem odpowiedział Luke Petrasek. Presji kibiców i agresywnej defensywy Anwilu nie ulegali Zieloni Kanonierzy. W ostatniej minucie meczu James Ball mógł doprowadzić do remisu, ale drugi z jego rzutów wolnych nie trafił drugiej próby. Włocławianie przegrywali 65:66 i musieli uciekać się do przewinień. Nieomylny na linii rzutów wolnych był Grzegorz Kulka i na niespełna 10 sekund przed końcem czwartej kwarty Legia prowadziła 68:65. Timeout dla Anwilu, przyniósł skutek - dokładnie rozrysowana ostatnia akcja została skutecznie wykończona przez Jamesa Bella. Tym razem to trener Wojciech Kamiński poprosił o przerwę na zadanie, aby wykorzystać 6.6 sekundy na zdobycie punktów. Rzut Roberta Johnsona został zablokowany i do rozstrzygnięcia starcia potrzebna była dogrywka -  po 40 minutach walki mieliśmy remis, 68:68

Tę część meczu celną „trójką” otworzył Grzegorz Kulka, ale po kilku chwilach Anwil po raz pierwszy wyszedł na prowadzenie. Seria skutecznie finalizowanych akcji dała gospodarzom wynik 76:71 na niespełna trzy minuty przed końcem dogrywki. Raz jeszcze cios Legii zadał James Bell, który tym razem trafił za trzy punkty. W coraz trudniejszej sytuacji byli legioniści, którzy tracili do Anwilu sześć punktów, a na odrobienie strat mieli niecałe dwie minuty gry. Warszawianie zabrali się do pracy  - najpierw zza łuku przymierzył Robert Johnson, a po chwili faul niesportowy na Łukaszu Koszarku popełnił Jonah Mathews. Kapitan Legii trafił z linii rzutów wolnych tylko raz, ale chwilę później niesamowity rzut z dystansu oddał Robert Johnson i dał Legii prowadzenie 80:79. Włocławianie próbowali odrobić niewielkie straty, ale Legia nie dała już sobie wydrzeć zwycięstwa i pokonała Anwil w Hali Mistrzów 83:79.

To była pierwsza wygrana koszykarzy Legii Warszawa we włocławskiej Hali Mistrzów – nigdy dotąd legioniści nie potrafili zdobyć tego trudnego terenu. Triumf przyszedł w najlepszym momencie – w serii półfinałowej Energa Basket Ligi legioniści prowadzą 1:0  - kolejny mecz w rywalizacji do trzech zwycięstw już w piątek, 6 maja o godz. 17:30, także we Włocławku. 

Bardzo ważne zwycięstwo na bardzo trudnym terenie. Prowadziliśmy cały mecz i nieomal przegraliśmy spotkanie. Na szczęście nie straciliśmy głowy i w dogrywce, mimo, tego, że przegrywaliśmy sześcioma punktami, wróciliśmy do gry i wygraliśmy. Dziękuje moim zawodnikom za ogromny wysiłek, determinację i wiarę do samego końca w to, że możemy tu wygrać – powiedział trener Wojciech Kamiński.

Anwil Włocławek – Legia Warszawa 79:83 po dog. (14:22, 19:16, 19:18, 16:12, dog.11:15)

Anwil: James Bell 23, Jonah Mathews 16, Luke Petrasek 13, Ziga Dimec 8, Kyndall Dykes 6, Szymon Szewczyk 6, Kamil Łączyński 4, Marcin Woroniecki 3, Michał Nowakowski 0, Alex Olesiński -, Sebastian Kowalczyk -, Szymon Gallus -.
Trener: Przemysław Frasunkiewicz, as. Grzegorz Kożan

Legia: Robert Johnson 22, Raymond Cowels 11, Jure Skifić 11, Muhammad-Ali Abdur-Rahkman 10, Grzegorz Kulka 7, Adam Kemp 7, Grzegorz Kamiński 6, Dariusz Wyka 6, Łukasz Koszarek 3, Jakub Sadowski -, Benjamin Didier-Urbaniak -. 
Trener: Wojciech Kamiński, as. Marek Zapałowski, Maciej Jamrozik