null

Górskie Mistrzostwa Polski w kolarstwie szosowym

Drukuj otwiera się w nowej karcie
Kolarze stojące na podium

Kolarze Warszawskiego Klubu Kolarskiego podczas minionego weekendu brali udział w Górskich Mistrzostwach Polski w kolarstwie szosowym. Zawody odbywały się w miejscowości Łukowica. Na kolarzy czekała runda o długości 25 kilometrów, którą poszczególne kategorie wiekowe musiały pokonać kilkukrotnie.

Jako pierwsi na trasę ruszyli juniorzy młodsi, a wśród nich ośmiu kolarzy WKK. Najlepiej zaprezentował się Szymon Lachowicz, który zajął piąte miejsce na ponad 120 najlepszych zawodników z całej Polski. W gronie orlików na szóstym miejscu uplasował się Konrad Czabok.

Następnie rozegrany został wyścig juniorów. Po niespełna trzech godzinach rywalizacji na mecie jako pierwszy zameldował się Iwo Pacałowski, a tuż za nim, na drugiej pozycji finiszował obrońca zeszłorocznego tytułu, Mateusz Gajdulewicz. Ósme miejsce zajął Michał Pomorski, co tylko potwierdziło dominację WKK w tej kategorii wiekowej. Tak swój start skomentował Iwo:

Pierwsze okrążenie przejechaliśmy bezpiecznie w peletonie. Nie planowałem żadnych ataków, lecz na drugim okrążeniu zaatakował zawodnik z Copernicusa. W tym momencie spojrzałem się na Mateusza, który pomachał mi głową, zrozumiałem to jako sygnał do ataku. W ten właśnie sposób znalazłem się w dwuosobowym odjeździe, który bardzo szybko zyskiwał na czasie. Do pierwszego podjazdu na drugiej rundzie współpracowaliśmy, ale w połowie jechałem już sam. Zostało mi w tym momencie 65 kilometrów do mistrzostwa. W szczytowym momencie posiadałem prawie 4 minuty przewagi nad peletonem. Problemy zaczęły się u podnóży największej góry na ostatniej rundzie: bardzo cierpiałem na tym podjeździe, ale postanowiłem dać z siebie wszystko, bo z tyłu głowy miałem myśl, że odpocznę na zjeździe. 

Został ostatni podjazd dnia, pojechałem go najmocniej jak tylko mogłem. Na szczycie tej góry już nie miałem siły kręcić korbami, ale dogonił mnie Mateusz, który krzyknął, że odda mi zwycięstwo, tylko muszę wytrzymać do końca. Tym samym wjechałem razem z Mateuszem na metę, udało się. Marzenia się spełniają przy wsparciu prawdziwego przyjaciela i wielkiego duchem sportowca.

W niedzielę na tej samej trasie rywalizowały kobiety. Po kilkudziesięciu kilometrach spędzonych w grupie goniącej czołówkę, siódme miejsce w juniorkach młodszych zajęła Alicja Matuła, a dziesiąta była Hanna Mazurkiewicz. Również na siódmym miejscu, lecz w juniorkach, wyścig ukończyła Malwina Krzyczkowska. W gronie elity kobiet dziewiąta była Anna Wiese. Poniżej komentarz Alicji:

Pierwszy raz od roku stanęłam na stracie na zawodach szosowych. Był to naprawdę ciężki wyścig z którego jestem bardzo zadowolona. Jeszcze bardziej cieszy mnie współpraca jaką wykonałyśmy podczas wyścigu wraz z Hanią, z którą goniłam pierwszą 6-osobową grupę, do której końcowo zabrakło nam tylko 500 metrów! Wyścig kończę na bardzo dobrym siódmym miejscu wygrywając finisz z grupy.

Teraz przed kolarzami WKK kolejne wyścigi: Mistrzostwa Europy i Puchary Polski na szosie.